Ta praktyka może być pomocna w podjęciu decyzji o zmianie i działań w jej kierunku, bądź pozostaniu w tym punkcie, w którym jesteśmy (niezmienianie działań dotychczasowych).

To badanie, nie tylko ilościowe, ale i jakościowe. Oznacza to, że nie tylko ważne jest to, ile poniesiemy strat i doświadczymy zysków, ale też JAK silne, istotne, kluczowe one będą i jakie mają dla nas znaczenie (sens).

Ta perspektywa często ukazuje, które zmiany są absolutnie niezbędne, których głęboko pragniemy i te, które nie mają większego znaczenia na ten moment lub możemy je, po prostu, spokojnie przesunąć na drugi plan, wobec tych ważniejszych w obliczu aktualnych wydarzeń.


Podczas tej obserwacji, niezwykle ważną jakością, którą potrzebujemy praktykować jest otwartość, autentyczność i odwaga. Oznacza to, że zadajemy trafne pytania i nie szukamy odpowiedzi na siłę, nie przewidujemy jej z góry, nie analizujemy, ale dogłębnie badamy wszystko to, co się pojawia na nie. To pozwala zauważyć cały wachlarz konsekwencji – te niezwykle silne, ale i te subtelne, na każdym poziomie (myśli, emocji, ciała, otoczenia). Żadna nie jest, na etapie odnotowywania ich, mniej lub bardziej istotna. Wszystkie tworzą całość i powinny zostać odnotowane. Zatem, czy nam się one podobają, czy nie, bez względu to, czy jest to przyjemne, czy nie, odnotowujemy każdą zależność (przyczynę i skutek1) badając obszary:

  • wewnętrzne (skutki) – myśli, emocje, sygnały z ciała, automatyczne impulsy) i
  • zewnętrzne (skutki) – zachowania, otoczenie (bliskie relacje: przyjaciele, rodzina, partner) i dalsze, a także środowisko edukacji i pracy, dom, obszar rozwoju osobistego, zdrowie, duchowość, czas poświęcany na odpoczynek (relaks), rozrywka i zabawa, inicjatywy społeczne i inne.

Dla przykładu, przyjmijmy, że zauważam w ostatnich tygodniach, że często zalewa mnie fala myśli o przyszłości. Dużo czasu, w ciągu każdego dnia, zajmuje mi angażowanie się w zamartwianie, planowanie, katastrofizowanie, analizowanie, próby kontrolowania tego, na co nie mam wpływu. Trudno mi zasnąć. Jestem coraz bardziej zestresowany, zmęczony i od rana towarzyszy mi lęk, w ciągu dnia pojawia się rozdrażnienie, napięcie oraz zaczyna pojawiać się coraz więcej bólu w ciele, głównie w okolicach karku, szyi, pleców i w klatce piersiowej. Oddech zmienia się w płytki i pospieszny. Tracę koncentrację – umykają mi ważne informacje. Kiedy z kimś rozmawiam, trudno skupić mi się na tym, co mówi, bo umysł, raz po raz, ulega rozproszeniu i na autopilocie wędruje w przyszłość (zamartwia się, planuje, analizuje), albo ruminuje (wraca do przeszłych sytuacji i analizuje je, bezsensownie próbuje zmienić coś, co już się przecież wydarzyło).

Załóżmy, że odczuwam coraz silniejszy brak satysfakcji z tego, co robię (spotkań z bliskimi, rozrywki, sportu, pracy i innych), bo mimo tego, że ciałem jestem na spotkaniu, to więcej czasu spędzam podczas nich w umyśle, odłączony od bieżących doświadczeń, odłączony od siebie, relacji i bliskości, które wydarzają się w danym miejscu i momencie.

Coraz częściej towarzyszy mi smutek, kiedy tęsknię do tego, co mnie omija, a jest dla mnie ważne (zdrowie, bliskość, przyjaźń, odpoczynek i inne).

Nawet moje otoczenie sygnalizuje mi te sygnały, ale ignoruję i te lampki ostrzegawcze. Mówią na przykład: „wyglądasz na zmęczonego”, „już Ci to mówiłem”, „może odpoczniesz?”, „strasznie szybko ostatnio mówisz, nie nadążam za Tobą”, „wprowadzasz duży pośpiech”, „pędzisz!”, „możemy się tu zatrzymać? – potrzebuję zwolnić”, „to za duża presja”.


Jestem świadomy tych trudności, wkładam wiele wysiłku w dbanie o mój dobrostan, a jednocześnie odnotowuję, że coś nie działa. Mam wrażenie, jakbym wpadł w pułapkę, a myśli podpowiadają (błędnie), że „już zawsze tak będzie”, albo, że jestem „za słaby”, „niekompetentny” żeby się z niej wydostać. (o mechanizmie pułapki i sposobach wydostania się z niej, więcej jest pod linkiem tutaj>>)


Wyobraźmy sobie, że jestem też rodzicem niezwykle kochanego, ale i intensywnie aktywnego dwulatka, z którym, chcę spędzać dużo czasu. Mam za sobą szereg dużych zmian: miejsca zamieszkania, pracy, urodzenie dziecka, rozwód, pandemię i powikłania po COVIDZIE u siebie i rodzinie. Pracuję na pełen etat w pracy, która mnie satysfakcjonuje. Angażuję się w nią na 101%. Nie mniej wysiłku i zaangażowania wkładam w wychowanie dziecka i opiekę nad chorą mamą (głównie samodzielne).

Trudno mi zorganizować, w ciągu dnia, chwilę dla siebie, na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Marzę o tym, żeby się wyspać i w ciszy wziąć prysznic. Nic więcej.


Co mogę zrobić? W jaki sposób mogę przyjrzeć się obecnej sytuacji, poszerzyć perspektywę, dowiedzieć się czegoś nowego, co pozwoli mi zadbać o siebie i otoczenie lepiej? Jak mogę zacząć, w swoim tempie, krok po kroku, wprowadzać trwałą zmianę, która będzie pomocna?

BRAK ZMIANY

TKWIENIE W TYM SAMYM PUNKCIE, A WŁAŚCIWIE POGŁĘBIANIE PROCESU (SKUTKÓW) ZWIĄZANEGO Z NIEPODJĘCIEM PRACY NAD ZMIANĄ NAWYKÓW UMYSŁU (ZAMARTWIANIE SIĘ, ANALIZOWANIE, KATASTROFIZOWANIE, PLANOWANIE) I DALSZE UNIKANIE LĘKU (PODEJMOWANIE SZKODLIWYCH DECYZJI I DZIAŁAŃ).

ZYSKI ( + )

1.Chwilowa i częsta ulga, kiedy unikam dyskomfortu emocjonalnego np. lęku przed nowym działaniem.

2.Wrażenie większej kontroli, kiedy na przykład angażuję się w analizowanie, przewidywanie przyszłości, czytanie w myślach, ruminowanie o popełnionych błędach i inne automatyzmy umysłu dające złudne wrażenie rozwiązywania problemu i zapobiegania katastrofie.

3.Nie muszę podejmować dodatkowego wysiłku w stronę zmian, kiedy na przykład zamiast świadomego badania przyczyn i skutków swoich decyzji i działań, powtarzam automatycznie te same wzorce zachowań, bezrefleksyjnie dzień za dniem, miesiąc po miesiącu, rok za rokiem odtwarzam niepomocne schematy. Świadomość potrzebuje energii. Nie wzbudzając jej, nie muszę dbać o to, by tę energię i siłę regularnie odbudowywać.

4.Widzę, że nie jest ok, ale wypracowałem już automatyzmy, które pozwalają mi względnie funkcjonować w obecnej sytuacji – to prostsze, na krótką metę. Wtedy wybieram np. robienie czegoś wbrew sobie, żeby nie skonfrontować się z rozmówcą i mówię sobie, że to „dla świętego spokoju”.

5.Nie muszę przyglądać się temu, co pogłębia cierpienie moje i otoczenia, kiedy odwracam od tego uwagę. Wtedy, kiedy np. unikam lawiny krytycznych myśli i za nimi idących wyrzutów sumienia, wstydu, złości, lęku, smutku nie przyznając się przed sobą, że to, co robię nie działa, że czegoś nie umiem, albo najzwyczajniej, popełniam błąd. Nie odnotowując tego, nie muszę też stawać przed wyzwaniem naprawiania go, podejmowania nowych, lepszych, ale wysiłkowych działań. Nie jestem głupi, ani głuchy na sygnały, więc wiem, czuję podskórnie, że coś nie działa, są wewnętrzne zgrzyty, a żeby ich nie czuć np. angażuję się w pracę, albo rozrywkę (odwracam uwagę ile się da, odczuwam chwilową ulgę i sięgam po kolejne, i kolejne działania zastępcze, żeby znów poczuć tę miłą ulgę). To bardzo przyjemny moment w pułapce, dlatego tak chętnie w nią wpadam na tym etapie. Lgnę do przyjemności krótkofalowej, ignorując szkodliwe konsekwencje długoterminowe.


6.Nie narażam się na ocenę innych osób, którym zmiana mogłaby przypuszczalnie nie być na rękę. Pozostaję na uboczu, nie zwracam na siebie uwagi mając wrażenie, że chronię się przed krytyką innych np. kiedy działam zgodnie ze społecznymi standardami (np. „faceci nie płaczą”), rodzinnymi zasadami (np. „okazywanie emocji to słabość”), medialnymi przekazami (np. „trzeba być skromnym i nie chwalić się osiągnięciami”, albo „dobry rodzic się nie złości”). Mogę wtedy ukrywać emocje, powstrzymywać się od płaczu, wzruszenia, uśmiechać, kiedy mi nie jest do śmiechu, kierować złość do środka i kumulować napięcia, odczuwać brak autentyczności, spójności między tym, co myślę, czuję i robię. Więcej o niebezpieczeństwie społecznej nieświadomości (ignorancji i bierności) jest w linku tutaj >>

7. Unikam przekonania, że „powoduję w innych dyskomfort”, „sprawiam, że np. mojej mamie jest przykro”, albo, że „na pewno urażę moją przyjaciółkę” mówiąc, że coś mi się nie podoba, że chcę zrobić inaczej, albo wprost wyrażając swoją niezgodę na czyjeś zachowanie w stosunku do siebie. W rzeczywistości, wiem, że nie mam takiej mocy (i nikt nie ma) wpływania na emocje innych, ale „na wszelki wypadek” stawiam potrzeby innych ponad swoje. Przyzwalam, żeby bliscy naruszali moje granice i wartości. Myśl o tym, że „nie chce nikomu sprawić przykrości” jest tak atrakcyjna, tak silnie wierzę, że to w ogóle możliwe, że nie badam jej prawdziwości i „chuchając na zimne”, „chodzę na paluszkach” próbując przewidzieć reakcje emocjonalne innych i uniknąć dyskomfortu (chwilowego) swojego i otoczenia.

KOSZTY ( – )

1.Pogłębiające się (coraz silniejszy i częściej towarzyszący) lęk, smutek, złość, kiedy na przykład angażuję się w nadmierne katastrofizowanie – przewidywanie tego, co może pójść nie tak i zamiast podejmować realne działania tu i teraz, spędzam całe dnie w myślach niepotrzebnie szukając mało prawdopodobnych zagrożeń i jeszcze mniej prawdopodobnych sposobów zareagowania na nie, próbując kontrolować to, co nie jest ode mnie zależne np. to, co pomyślą sobie innych, jak ocenią moje działania.

2.Spadek siły, chęci, motywacji (pogłębiające się zmęczenie), kiedy na przykład rezygnuję z krótkiej drzemki i bezmyślnie (na autopilocie) słucham automatycznej myśli lub przekonania (nadal nie faktu), które pojawiły się w umyśle, a mówią o tym, że „muszę właśnie teraz, od razu, przygotować dziecku posiłek, który będzie spełniał, co najmniej takie standardy, które według mojej mamy powinien spełniać idealny rodzic.

3.Ból pleców, karku i innych. (Więcej o terapii bólu i cierpienia w linku tutaj >>)

4. Silne napięcie w ciągu dnia i w nocy (skurcze łydek, bruksizm), kiedy na przykład doświadczam już chronicznego stresu, całe ciało alarmuje, że rytm dnia, którym żyję, nie jest ok, że działania, które podejmuję są szkodliwe i że wymaga to realnej i skutecznej zmiany, od już.

5.Spędzanie coraz więcej czasu w myślach (katastrofizowanie, zamartwianie się, analizowanie, planowanie), kiedy na przykład doświadczam coraz mniej obecności w swoim życiu – bieżących doświadczeniach: zabawie z dzieckiem, rozrywce, relaksie, wspieraniu mamy, spotkaniach z przyjaciółmi i szeregu innych, a coraz częściej bezrefleksyjnie wędruję za myślami – w sytuacje, które nie mają wcale teraz miejsca, bo albo już się wydarzyły, albo jeszcze się nie wydarzyły (i wcale się nie wydarzą). (Więcej o wychodzeniu z automatycznych myśli w linku tutaj >>)

6.Coraz mniej świadome decyzje i działania, bo nadmierne korzystanie z automatycznych reakcji powoduje, że stają się one częstsze, bardziej dostępne i stosowane bez zastanowienia, kiedy na przykład zostawiam klucze, albo pastę do zębów w lodówce, ale też kiedy powoduję wypadek samochodowy i kiedy z chwili na chwilę, z dnia na dzień, roku na rok, trwam (decyduję o tym) w rytmie, który mi nie służy i nie słucham sygnałów alarmowych lub je ignoruję. (Przypomina to wpadnięcie w pułapkę (szerzej o tym, czym ona jest w linku tutaj >>)

ZMIANA

PODJĘCIE PRACY NAD ZMIANĄ NAWYKÓW UMYSŁU (ZAMARTWIANIEM SIĘ, ANALIZOWANIEM, KATASTROFIZOWANIEM, PLANOWANIEM, KONTROLOWANIEM) I ZAPRZESTAWANIE UNIKANIA DYSKOMFORTU EMOCJONALNEGO (CHWILOWEGO), NA RZECZ DŁUGOWALOWYCH ZMIAN W KIERUNKU ZDROWIENIA.

ZYSKI ( + )

KOSZTY ( – )

1.Pogłębiające się (coraz silniejszy i częściej towarzyszący) szczęście i spokój, kiedy na przykład widzę w dłuższej perspektywie, że działam z odwagą w relacji z byłym mężem, skuteczniej egzekwuję wspólne postanowienia dotyczące wychowania i opieki nad dzieckiem.

2.Wzrost siły, chęci, motywacji (pogłębiająca się witalność), kiedy na przykład zamiast czuć zmęczenie po przebudzeniu, chętnie nastawiam budzik o 10 min. wcześniej, żeby się rozciągnąć, wypić spokojniej herbatę, czy poćwiczyć jogę, albo po prostu kupić świeże bułki na śniadanie.

3.Zdrowienie, kiedy na przykład ustępują nerwobóle, bóle głowy, pojawia się spokojniejszy oddech i rozluźnienie w ciele i odnotowuję to szczególnie wieczorem przed zaśnięciem i w pracy, takie przyjemne spowolnienie, osadzenie, że jest po prostu ok.

4. Pogłębienie umiejętności odpoczywania, głębokiego relaksu dla ciała i umysłu, kiedy na przykład rezygnuję z bezmyślnego scrollowania social medów, które do tej pory było uzależniające, powodowało przebodźcowanie i uruchamiało krytyczne porównywanie się do (nierealistycznego obrazu) innych, dawało chwilową ulgę (jako ucieczka od dyskomfortu emocjonalnego). Wtedy, gdy wprowadzam na godzinę przed snem elektrohigienę i angażuje się w to, co na prawdę, na ten moment daje mi choć odrobinę uspokojenia, wyciszenia, luzu, relaksu -głównie, w tym miesiącu wybierając seanse saunowe, spędzenie czasu samemu, uważne i niespieczne przygotowywanie pysznego i zdrowego lanczu do pracy na kolejny dzień.

5. Spędzanie coraz więcej czasu podłączonym pod swoje życie (bieżące doświadczenia), poczucie kontaktu z nim, wpływania na nie i kształtowania go, w zgodzie z wartościami, czyli w kierunku, który ma dla mnie sens i daje mi satysfakcję, kiedy na przykład całym sobą zapamiętuję się w zabawie z dzieckiem. Widzę je, słyszę, czuję zapach i dotyk – delektuję się każdą chwilą, którą wspólnie spędzamy. Podobnie, kiedy się relaksuję na spacerze, potrafię być całym sobą tylko w doświadczaniu siebie i otoczenia na spacerze – doładowuję się, robię przerwę od wszystkiego, co nie jest częścią tej chwili, podłączam się pod rytm tego momentu, wyhamowuję. (Więcej o wartościach i zaangażowanym działaniu w linku tutaj >>)

6.Coraz sprawniejsze dokonywanie rozróżnień między tym, na co mam wpływ, a tym, co nie podlega mojej kontroli. Czyli angażowanie się w działania prowadzące do polepszenia jakości życia oraz odpuszczanie (rezygnowanie z działań) bezsensownego wkładania wysiłku w kopanie się z tym, czego zmienić nie mogę (i nie muszę), kiedy na przykład rezygnuję w kłótni z byłym mężem z krzyku, przekonywania go, tłumaczenia się, usprawiedliwiania, szukania zapewnień. Nie próbuję go zmienić. Angażuję się w mówienie NIE, kiedy proponuje coś, co nadużyje mnie i konsekwentnie, czasem nawet metodą zdartej płyty, dążę do osiągnięcia ważnego celu np. ustalenia jasnego grafiku opieki nad dzieckiem.

7.Odzyskiwanie wolności wyboru, kiedy na przykład zauważam automatyczną lawinę myśli „nie mogę zostawić mamy samej”, „nie powinnam teraz samolubnie odpoczywać” i mimo chwilowego dyskomfortu emocjonalnego, obawy przed krytyką czy wyrzutami sumienia, podejmuję działania z troską o siebie i idę na spacer odetchnąć, wyciszyć się, albo sięgam po rozrywkę: kino, fajny podcast i inne.

8.Podejmowanie aktywności, które sprawiają radość, budzą ciekawość, zmysłowość, zabawa bez celu, kiedy na przykład łaskoczemy się z dzieckiem, śpiewamy i tańczymy, albo pieczemy ciasto z mamą. To też te chwile, gdy biegam po mieszkaniu z kotem za kulką z papieru, albo oglądam inspirujący dokument na netflixie, jadę w góry, albo kupuję tani last minute na jedną noc nad morzem.

9. Poczucie sprawczości i satysfakcja (vs. niezadowolenie z prokrastynowania – odkładania na potem w celu uniknięcia krótkotrwałego dyskomfortu emocjonalnego), kiedy na przykład robię pełną (ale nie przesadnie szczegółową) listę rzeczy, które potrzebuję (a nie wydaje mi się, że muszę) zrobić i od razu realizuję jedną z nich, a potem, krok po kroku, kolejną i kolejną. Wykreślam z listy to, co już zrobiłem. Wczoraj, na przykład, zacząłem od zawieszenia świeżego ręcznika w łazience, bo lubię, kiedy pachnie po praniu, dziś zmieniłem żarówkę, która przepaliła się w ubiegłym miesiącu i rano odpisałem na emaila, który był od współpracownika, o tym, że zapomniałem wczoraj wykonać jednego zadania w pracy.

10.Duma związana z podejmowaniem działań w kierunku wartości (więcej o tym, co nadaje sens w linku tutaj>>) odwagi (działania mimo lęku) -podejmowanie nowych decyzji i działań.

11.Wprowadzenie dobrej zmiany w moim życiu, skutkuje pomocnymi zmianami w otoczeniu (bez względu na to, czy mu się to początkowo podoba, czy nie).

12. Pogłębiam świadomość bieżących doświadczeń, a co za tym idzie – mądrość. Rozumiem, coraz lepiej, co sprawia, że jest mi ze sobą i otoczeniu ze mną coraz lepiej. Więcej o tym pod linkiem tutaj >>

1.Wysiłek włożony w podejmowanie nowych decyzji i działań oraz dyskomfort emocjonalny, który na początku im towarzyszy (być może lęk związany z myślą „inni mnie skrytykują i/lub porzucą”, albo smutek związany z przekonaniem „nie jestem tego wart”, wyrzuty sumienia „będzie jej przykro, jak to zrobię”, albo wstyd, kiedy umysł podpowie myśl (nie fakt) „dowiedzą się jaki jestem na prawdę i mnie wyśmieją”.

2.Części otoczenia, któremu mogą nie podobać się zmiany, które wprowadzam może reagować, w sposób, który będzie nieprzyjemny. Mama powie np. „dobry rodzic byłby bardziej stanowczy”, albo „dzieci powinny szanować swoich rodziców i nie sprawiać im przykrości”, szef „do tej pory byliśmy bardziej zadowoleni z Pana. Był Pan taki efektywny i robił robotę za trzy osoby, a teraz nie jest Pan wystarczający”. Znajomy może np. skomentować mój nastrój i reakcje w taki sposób: „kiedyś się lepiej z Tobą bawiłem, śmiałeś się z każdego problemu, a teraz tak się przejmujesz i wszystko bierzesz na poważnie”.

3.Utrata tego, co dobrze już znam i choć mi nie służyło to wprowadzało złudne poczucie bezpieczeństwa (krótkotrwałą ulgę).

4.Lawina myśli „i tak mi się nie uda”, „nic się nigdy nie zmieni”, „jestem gorszy od innych”, „nie ma sensu się starać”, „świat jest niebezpieczny i nieprzewidywalny”, „poniosę porażkę, jestem porażką”, „wszyscy zobaczą, że jestem słaby i głupi”, a wraz z nią dyskomfort emocjonalny, ryzyko tego, że się zatopie w tych myślach, dam się wciągnąć w tę niepomocną dyskusję umysłu i odczuję spadek motywacji, utracę poczucie sensu i zaufanie do siebie.

PRZYPISY

1Nawiązanie do prawa kammy – jednej z głównych koncepcji buddyzmu. Jest również jedną z najmniej zrozumianych doktryn – zarówno przez buddystów, jak i niebuddystów. Dlatego tutaj odwołanie dotyczy, wyłącznie tego, jak wytłumaczył ją Siddhattha Gotama, znany z historii jako Buddha.

Pāḷijskie słowo kamma, podobnie jak jego sanskrycki odpowiednik karma, oznacza pracowanie, działanie, robienie lub wykonywanie. Gdy coś robimy, stoi za tym akt woli, i ten akt, ten umysłowy wysiłek, nazywa się kammą. Mając wolę, działamy następnie poprzez ciało, mowę i umysł. Cokolwiek robimy, jest w tym jakiś rodzaj umysłowego wysiłku, woli i aktu woli.

W przeciwieństwie do innych definicji, których nie dotyczy to nawiązanie, rozumienie Buddhy dotyczące kammy było bardziej zróżnicowane, realistyczne i empiryczne. Kamma lub akt woli ma potencjał wywoływania skutków, a potencjał ten jest potężną siłą.

Wiedza o kammie (przyczynach i skutkach) wzmacnia zaufanie do samego siebie. Ponieważ kamma jest nasza, to my jesteśmy architektami naszego życia. Aby uzyskać dobre skutki, musimy polegać na sobie, nie na innych. Nikt nie może pomóc nam w tym, aby je osiągnąć. Wiedza o kammie oprócz tego, że uczy nas polegania na sobie, rozwija poczucie indywidualnej odpowiedzialności.

Czasami jesteśmy rozdarci, jeśli chodzi o nasze wybory lub obecne albo przeszłe działania. Niektóre, a być może wiele z nich, motywowane są mieszaniną pozytywnych i negatywnych intencji, a zatem będą też mieszaną rezultatów (vipāka) – neutralnym zjawiskiem (np. przyjemnym lub bolesnym cielesnym uczuciem, świadomością zmysłu itp.), który jest rezultatem zamierzonego korzystnego lub szkodliwego działania  (ciała, mowy i umysłu).

Kamma nie jest sprawiedliwością moralną, ponieważ to oznaczałoby, że ktoś stoi ponad nami i nas osądza. W rzeczywistości nie ma nikogo, kto wydaje osądy o naszych poczynaniach. Nie jest również nagrodą ani karą. Zgodnie z tym prawem, po prostu, jeśli wykonujesz dobre działania, uzyskasz dobre skutki, a jeśli angażujesz się w działania szkodliwe, ich rezultaty będą złe. Jednak zarówno te dobre, jak i te złe skutki nie są przez nikogo dane. Kamma jest moralnym prawem, które nie wymaga prawodawcy. To prawo, które obowiązuje w naturalny sposób nas wszystkich, bez względu na to, czy jesteśmy tego świadomi, czy nie, czy nam się to podoba czy nie.

Jesteśmy odpowiedzialni za siebie — za wszystko, co mamy lub co zrobiliśmy. Dobre okoliczności, które napotykamy, są skutkiem tego, co zrobiliśmy w przeszłości. Tak samo jesteśmy odpowiedzialni za to, że doświadczamy niesprzyjających okoliczności.


OPRACOWANIE WŁASNE NA PODSTAWIE:

1.Bhante D., Dobra kamma! Zła kamma! Czym właściwie jest kamma? Redakcja portalu tłumaczeń buddyjskich: sasana.pl Tekst dostępny pod linkiem tutaj >>

2.Bullitt J., Czym jest Buddyzm Theravada? Redakcja portalu tłumaczeń buddyjskich: sasana.pl Tekst dostępny pod linkiem tutaj >>

3.Cassiello-Robbins C., Barlow D. H., , Boettcher H. T., , Latin H.M., , Bullis J.R., , Bentley K. H., , Ellard K. K., , Sauer-Zavala S., Farchione T.J., Transdiagnostyczna terapia poznawczo-behawioralna zaburzeń emocjonalnych. Ujednolicony protokół leczenia. Poradnik i Podręcznik terapeuty, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Sopot 2020.

4.Sīlānanda U S., Akt woli, Redakcja portalu tłumaczeń buddyjskich: sasana.pl Tekst dostępny pod linkiem tutaj >>

5.Praktyka własna.


NIE WIERZ NA SŁOWO. SPRAWDŹ, JAK TO DZIAŁA U CIEBIE. FILTR ZDROWEGO SCEPTYCYZMU DODAJE OSTROŚCI WIDZENIA.


©Do użytku publicznego – korzystaj i dziel się śmiało, ale wskazując źródło – ppiro.pl